„W kiosku obok widziałam Bajtka!” – starsza siostra wpadła podekscytowana do domu. Bajtek? Nigdy wcześniej o Bajtku nie słyszałem. Okazało się, że była to młodzieżowa gazetka komputerowa, pomimo że prawie nikt nie posiadał komputerów, to czasopismo rozchodziło się jak świeże bułki i trudno było je dostać – przynajmniej w Elblągu. To był 1986 rok, początki komputeryzacji w polskich czterech kątach i mojej fascynacji.

Pomimo licznych próśb, rodzice nie zgodzili się na kupno komputera, co specjalnie nie zdziwiło mnie, najtańsze i najprostsze np. Sinclair ZX81 kosztowały pół roku średniego wynagrodzenia, a lepsze komputery jak np. Apple Macintosh kosztowały 2.500$ czyli ponad 8 lat pracy (przypomnę, że zarobki w PRL wynosiły około 25$ miesięcznie, to 100 razy mniej niż w USA) – pozostał mi jedynie Bajtek.

Wraz z paczkami od rodzin z zachodu, coraz częściej do naszego kraju trafiały komputery. Z czasem pojawiły się również u znajomych. Po szkole, prędko do kumpla na 9 piętro! Włączał pachnące nowością pudełko z napisem Atari 800xl  – w co zagramy? Pogrzebał w stercie kaset. Już nie pamiętam nazwy, ale to była gra karate dla dwóch graczy. Umieścił kasetę w magnetofonie, wpisał coś i po 5 minutach wgrywania – jest! Ekran małego telewizora rozbłysł intensywnymi kolorami – czysta magia! Jakieś niezrozumiałe teksty po angielsku – bo w szkole uczono rosyjskiego. Rafał zręcznie wybrał joystickiem i ustawił grę, po czym nacisnął „start”. Kopaliśmy się pod piramidami, koło opery w Sydney itp. Gry wciągały i kradły nieubłagalnie czas.

Digitalny szał trwał w najlepsze, jak grzyby po deszczu powstawały małe kluby, gdzie można było pozbyć się kieszonkowego i poobcować z kompem. Pamiętam jeden, który powstał tuż przy mojej szkole podstawowej. Sala ok. 30m2, długi stół przy którym stało 5 komputerów ZX Spectrum. Na każdym komputerze włączona inna gra, stół z komputerami odgradzał drewniany płot z szeroką poręczą, sięgający do pasa, uniemożliwiał on zbliżanie się do sprzętu, ale można było się na nim oprzeć – nie było miejsc siedzących. Małżeństwo, które obsługiwało to przedsięwzięcie, podawało przez płot joysticki, mierzyło czas, kasowało pieniądze i przy okazji sprzedawało napoje. Pomimo spartańskich warunków klub był wciąż pełen euforycznych i przepychających się dzieciaków.

Emocje przenosiły się do szkoły, nie raz wraz z kolegami kontynuowaliśmy grę na papierze. Rysowaliśmy mapę gry z pamięci i długopisem skakaliśmy z miejsca na miejsce.

Również Polskie Radio wyczuło ducha czasu i na prośbę słuchaczy, pod koniec 1985 roku, uruchomiło audycje „Radiokomputer”, nadawanej przez Rozgłośnię Harcerską. W programie omawiano najprzeróżniejsze tematy: co i gdzie kupić, poprzez gry, aż do emisji programów napisanych przez słuchaczy – co mnie najbardziej nakręcało.
Emitowano te programy w formie audio, słuchacz mógł nagrać dźwięk na kasetę i odtworzyć program na swoim komputerze. Zaoszczędzało to wiele godzin przepisywania kodu linijka po linijce – co było standardem w owych czasach. Dźwięk z radia przypominał dźwięk łączących się modemów lub faxu. Podczas emisji programu, wariowaliśmy z bratem, tańczyliśmy w rytm skrzypów i pisków – czysty rock’n roll 😀

I tak minął mój czas w PRL bez wymarzonego komputera. Miało to także zaletę, wiele czasu spędzaliśmy na realistycznej grze „wyjść na dwór” skacząc po drzewach i tarzając się w trawie.

Paweł Raszeja

Archiwum Bajtka

 

Facebooktwitter